O wskrzeszaniu marki Pluton rozmowa przy kawie.

Dawniej, po spacerze ulicami Warszawy, można było w Hotelu Europejskim i Bristolu, w kawiarniach Wedla i Bliklego albo we Fregacie na ulicy Mazowieckiej napić się kawy, której zadziwiająca historia rozbudziła wyobraźnię współczesnych przedsiębiorców…  

Z Anną Sobocką i Michałem Kmiecikiem o wskrzeszeniu przedwojennej marki kawy Pluton rozmawia Krzysztof Zaleski

Krzysztof Zaleski: Interesuje mnie, jak zaczęła się Wasza historia z kawą Pluton. W ostatnich latach zauważyć mogliśmy kilka spektakularnych powrotów różnych marek.


Michał Kmiecik: Jakiś czas temu natrafiłem na wzmiankę o kawie Pluton w Tygodniku Ilustrowanym z 1905 roku. Zaintrygowało mnie to, ponieważ wczesniej o Plutonie nie slyszalem. Okazało się, ze marka ta przed wojną była naprawdę potężna. Zastanowiło mnie, dlaczego np. Wedel po wojnie przetrwał, a Pluton nie miał takiego szczęścia. Firma nie została po wojnie znacjonalizowana, fabryka została jej odebrana; właściciele otrzymali domiar podatkowy i zmuszeni zostali do ogłoszenia bankructwa. Po czym…

Anna Sobocka: … spłacili długi…

MK-… tak, zaledwie w 6 lat po ogłoszeniu bankructwa! Jednak nigdy nie udało się wrócić z firmą na rynek. Choć takie było marzenie Kordiana Tarasiewicza, ostatniego dyrektora zarządzającego firmą.

KZ -Czyli zaineresowałeś się tą historią nie tylko prywatnie, ale zaispirowała Cię ona do działania…

MK- Szukałem projektu, który miałby dla mnie znaczenie. Ania, po poznaniu historii firmy, podjęła decyzję o tym, aby włączyć się w pracę nad wskrzeszeniem tej marki.

AS- Tak, uznałam, że to ciekawe wyzwanie. Rozmowy z rodziną trwały długo, co jest dla mnie zrozumiałe - to ich dziedzictwo. Rodzina musiała się przekonać do nas i uwierzyć, że chcemy nie tylko odtworzyć markę, ale także odrodzić filozofię działania firmy.  

KZ- Ciekaw jestem, jak potomkowie pana Tarasiewicza uczestniczyli w tym projekcie? Dali zielone światło i powiedzieli: ufamy, działajcie?

AS- Rodzina pełni do tej pory rolę konsultanta. Choć Wnuk pana Tarasiewicza, działający w innej branży, po prostu musiał nam zaufać.

KZ- To bardzo ciekawe- często obserwowane reaktywacje marek odbywają się z pominięciem filozofii działania firmy. Powraca jedynie znany znak towarowy. Wasze podejście do zagadnienia jest odmienne. 

MK- Wierzymy, że stare marki, podobnie jak zabytki architektoniczne i działa literackie, są częścią naszego dziedzictwa. Dlatego nasze działania nie ograniczają się do logotypu na opakowaniu. Możemy teraz tylko wyobrazić sobie, ze w 1882 roku wszyscy palili kawę w swoim domu. Kupowali zielone ziarna  kawy i na własnej patelni lub w bębenku do palenia kawy je palili. Kawa Pluton była dostarczana gotowa. Przez cały okres swojego istnienia firma starała się być- niezwykle jak na tamte czasy, innowacyjna - rówież w obszarze produktowym. Na przykład pracowała nad stworzeniem ekstraktu kawy. Być może, gdyby nie powojenne losy Plutona, na kawę rozpuszczalną nie mówilibyśmy Neska - tylko Plutonka!    

MK - Innym obszarem innowacji był marketing. W owych czasach twierdzono, że dobry produkt nie potrzebuje reklamy. Właściciele Plutona mimo tego aktywnie prowadzili przemyślaną politykę promocyjną. Zaczynając od popularnych obecnie kuponów rabatowych, kończąc na designie produktów i samych sklepów . Atrakcyjne było też lokowanie produktu w medium właściwym dla tamtych lat - w teatrze. Adolf Dymsza na scenie teatralnej wypowiadał kwestię “Na Plutona i jego kawę!”

AS - Obszarem, który wzbudził nasze największe uznanie, była kultura organizacyjna i troska o pracowników. Nowością było założenie kasy zapomogowo-pożyczkowej, wprowadzenie 15% premii od sprzedaży dla pracowników sklepu, oddanie części akcji w chwili przekształcenia w spółkę akcyjną. Prowadzone były też inne działania na rzecz pracowników. W trakcie wojny w firmie panował zwyczaj wydawania darmowej zupy dla pracowników, która była spożywana wspólnie z zarządem spółki.

MK - Do naszych czasów zachowało się wiele ciekawych historii opowiadanych przez pracowników Plutona. Z tych opisów wyłania się obraz firmy, w której każdy z nas chciałby pracować.

KZ - Każdy czuł się za losy firmy odpowiedzialny? Jakby firma była drugim domem…

MK - Zaangażowanie załogi było tak duże, że w czasie I wojny światowej, kiedy kontener z kawą utknął za linią frontu, jeden z pracowników wyprawł się do niego aż do Finlandii. Udało mu się zorganizować transport tego zamówienia i po wielu komplikacjach kawa trafiła do warszawskiego Plutona. Kolejnym przykładem jest opowieść o tym jak w trakcie II wojny światowej Niemcy koniskowali worki kawy. Pewien pracownik poszedł na niemiecki posterunek…

AS - I pomimo strachu, domagał się zapłaty za tę kawę. I on tę zapłatę uzyskał! To takie wymiary zaangażowania, które obecnie …

KZ - … Prawe sie nie mieszczą w głowie… zatem łatwiej jest robić coś, w co się wierzy?

MK - Ważna jest dla nas autentyczność i zaangażowanie w pracę. Widzieliśmy, że w kontekście produktowym i produkcyjnym, chcemy nawiązać do dziedzictwa Plutona. Dlatego kawę palimy rzemieślniczo, choć to mniej rentowne. Tak kawa była palona w Plutonie.

KZ - Na czym polega różnica między paleniem kawy rzemieślniczym, a paleniem przemysłowym?

AS - Rzemieślniczy proces palenia kawy jest dłuższy. Kawa chłodzona jest powietrzem. W jednym procesie palimy tylko 30 kliogramów kawy. 30 kilogramów to zaledwie 60 paczek do sprzedaży.


MK - To proces czasochłonny. Ważna jest też jakość samego ziarna.

KZ - A przemysłowe palenie kawy?

AS - Przemysłowo kawa chłodzona jest wodą, więc część cennego ekstraktu z niej ucieka.

KZ - Czyli wszystko zacznyna się od właściwie dobranego ziarna?

MK- Tak. Zachowało się wiele dokumentów, które wskazują, jak szanowano współpracę z dostawcami ziarna. W czasach wojennych i powojennych, gdy nie można było importwać za walutę, firma starała się zdobyć ziarno, wykorzystując barter. Wymieniała zatem coś na gumę arabską, ryż, a następnie docierała do kawy. Potem zarządający firmą próbowali zmienić profil działalności, produkowano marmoladę. To wszystko było po to, aby firma przetrwała. Właściciele firmy wykazali się wielką elastycznością w działaniu i nie skupiali się na myśli “jesteśmy palarnią kawy!” To dla nas nauka, z której staramy się czerpać. 

AS - Wiemy, że na przedsiębiorcach ciąży wielka odpowiedzialność - za produkty, za współpracowników, partnerów.

MK - Mamy to szczęście, że możemy dobierać partnerów biznesowych. Staramy się wspierać patrityzm konsumencki, wspólpracujemy tylko z polskimi firmami. Choć wiemy, jak funkcjonuje współczesny rynek; 70% zajmują wielkie zagraniczne sieci. Pluton ma fantastyczną historię - i chcemy ją pokazać też za granicą.

KZ - Rozumiem. Powiedzcie, gdzie kawe Pluton można dzisiaj kupić?

AS - Można nasz szukać już w około 200 sklepach. Dzięki Krakowskiemu Kredensowi jesteśmy obecni w całej Polsce. W rejonie warszawskim jesteśmy w sieciach Piotr i Paweł oraz Społem. 

MK - Współpracujemy z Lewiatanem, Frisco, K&M Delikatesy. Mamy swój sklep internetowy i jesteśmy na etapie budowania dystrybucji ogólnokrajowej.

KZ - Rozumiem, że na tym etapie koncentrujecie się na kawie?

MK - Głowną działalnością Plutona była produkcja i sprzedaż kawy, ale chcemy odtorzyć portfolio, jakie firma miała w okresie dwudziestolecia międzywojennego, czyli zarówno herbaty, jak i zamienniki kawy.

AS - Były to między innymi kawy zbożowe, których popularność obecnie rośnie. Teraz panuje moda na bycie fit, na zdrową żywność. Staramy sie temu sprostać.  

KZ - Niektórzy ryzykują stwierdzenie, że kawa jest zdrowa. 

MK - Dla nas jest ważne to, że sprzedajemy stuprocentową kawę. Nie ma w niej aromatów, dodatków, barwników.

KZ - Jestem ciekaw, jak chcecie w tym biznesie powiązać tradycje z nowocześnością? Podejrzewam, że pracujecie nad innowacyjnymi rozwiązaniamu, czując jednocześnie oddech historii?

KM - Gdy tylko uporządkujemy sytuację związaną z dystrybucją kawy, będziemy mogli zająć się działaniami związanymi z innowacjami. Plany czekają, są gotowe.

KZ - Życzę powodzenia w realizacji przedsięwzięcia.


Using Format